Czy Papuasi znikną z Indonezji?

Autor: Philippe Pataud Célérier*
Tłumaczenie: Anastazja Dwulit
Źródło: „Le Monde diplomatique” nr 2/2010 i www.wolnemedia.net

 

«SBY czy jakiś inny, co za różnica… Karty już dawno temu zostały rozdane». A po krótkiej chwili milczenia: «Dla nas to po prostu kolejny generał. Generał Bang-Bang!» Linus odwraca się w stronę swojego przyjaciela Agusa, trzydziestolatka, jak on Papuasa. Podobnie jak wielu innych nie byli zaskoczeni, że w wyborach z 8 czerwca 2009 r. prezydentem Indonezji po raz drugi został Susilo Bambang Yudhoyono, zwany SBY. Angus i Linus pochodzą z Jayapura, stolicy prowincji Papua, w zachodniej części Nowej Gwinei. Wkrótce zostaną urzędnikami, na razie wraz z 15 innymi osobami, głównie Jawajczykami, kształcą się w Surabai, chaotycznie rozprzestrzeniającym się mieście Jawy Wschodniej. Od stycznia 2002 r. Papua cieszy się autonomią, jednak wielu zapisów prawnych nie wprowadzono w życie.

STAN WYJĄTKOWEJ AUTONOMII

«Nie mamy niepodległości – komentuje Agus – za to mamy specjalną autonomię tak specjalną, że aż się jej boimy. Jeśli chodzi o mnie, wiem tylko, że znajdę zatrudnienie w jednym z nowych dystryktów, na południu Papui. Dla papuaskich zwolenników niepodległości jestem zdrajcą. Z kolei większość naszych wykładowców, Jawajczyków, patrzy na mnie jak na małpę, która próbuje zleźć z drzewa. A ja chcę tylko wyżywić moją rodzinę». Widząc grupę ludzi wychodzących z budynku przerywa wypowiedź. To drażliwy temat…

Kilka miesięcy temu grupa uzbrojonych w łuki i strzały Papuasów wtargnęła do jednego z komisariatów na przedmieściach Jayapury. Policja otworzyła ogień, była jedna ofiara śmiertelna. Indonezyjska prasa oskarża papuaskie ruchy separatystyczne, że szkodzą wolnym wyborom w kraju, który jest dziś demokratyczny. «Wolne wybory? Demokratyczny kraj? To dlaczego Papuasi wciąż muszą liczyć swoje ofiary?» – denerwuje się Agus.

Ustąpienie w 1998 r. generała Hadjiego Mohameda Suharto, dyktatora rządzącego niepodzielnie przez 30 lat, wzbudziło wielkie nadzieje. Rozpadała się silna, scentralizowana władza, trzymająca, przy wsparciu armii, w ryzach największy archipelag świata (5 tys. km długości, 17 tys. wysp, w tym 6 tys. zamieszkanych), tak różnorodny rasowo, etnicznie i religijnie. Od Aceh po Papuę ożywiły się ruchy odśrodkowe. Na peryferiach stolicy Indonezji Dżakarty, zamieszkiwanej głównie przez Jawajczyków, pojawiło się wiele dążących do niepodległości grup etnicznych. Dzięki niepodległości ci ludzie mogliby odzyskać tożsamość zduszoną przez prymat jawajskiej kultury, z którą identyfikuje się zdecydowana większość z 240 mln Indonezyjczyków, w 90% muzułmanów.

INDONEZYJSKI NACJONALIZM KONTRATAKUJE

Ludy dawnego Irianu Zachodniego [1], które nie pogodziły się ani z przejęciem ich przez Indonezję w 1962 r., ani z oficjalnym przyłączeniem do archipelagu po karykaturalnym «referendum» [2] w 1969 r., mają prawo tylko do autonomii. «Za dużo ustępstw» – uważają z kolei indonezyjscy nacjonaliści. Podkreślają, że wprowadzono już do Konstytucji wiele zmian czyniących zadość żądaniom pojawiającym się w różnych miejscach archipelagu: uznania regionalnych różnic czy decentralizacji władzy fiskalnej. W ich oczach te prawne innowacje zagrażają podstawom państwa narodowego. Poza tym nadszedł ich zdaniem czas umacniania jedności, a nie przyznawania autonomii, która nie tylko jest dla Papuasów krokiem w walce o niepodległość, lecz wprawi w ruch całą spiralę separatystycznych żądań.

Po drugiej stronie politycznej szachownicy papuaska rada Presidium Dewan Papua (PDP), główne ugrupowanie walczące o niepodległość Papui, od początku odrzuca ustawę o autonomii, ogłoszoną 21 listopada 2001 r. przez ówczesną prezydent, panią Megawati Sukarnoputri. W 15 dni później znaleziono na przedmieściach Jayapury ciało charyzmatycznego przywódcy PDP, Thai Eluaya. Papua stała się beczką prochu. Choć morderstwo miało słaby oddźwięk w indonezyjskim społeczeństwie, było na rękę tym, którzy uważają, że niepodległościowe działania zagrażają narodowej jedności.

«Nacjonalizm jest bardzo silny. Indonezyjczycy uważają każdą próbę podziału ich kraju za zamach na integralność państwa, na jego terytorium i na samo pojęcie narodu. Takie myślenie widzimy w całym dyskursie politycznym, w edukacji i w odczytaniach indonezyjskiej historii. Ponadto przynależność Papui do Dżakarty została uznana przez międzynarodową opinię, ma więc legitymizację międzynarodowego prawa» – komentuje Jacques Bertrand, wykładający nauki polityczne na uniwersytecie w Toronto, w Kanadzie [3].

Podczas gdy państwo zaangażowało do poszukiwań morderców Thai Eluaiego żołnierzy służb specjalnych, cieszących się ponurą sławą oddziałów Kopassus, pani prezydent Megawati, świadoma, że w ten trudny czas wyborcy mogą zwrócić się ku bardziej radykalnym przywódcom, zaczęła podkopywać ustawę o autonomii. Ogłosiła dekret (nr 1/2003), dzielący Papuę na trzy prowincje. Zabieg okazał się zręczny. «Tożsamość papuaska jest młoda i słaba w porównaniu do węższych, lokalnych tożsamości [1,5 czy 2 miliony Papuasów dzieli się na 310 grup etnicznych i językowych]. Otwierając drogę do podziałów w łonie prowincji, rząd odebrał Papuasom możliwość przemawiania jednym głosem, czyli posiadania jednego, autonomicznego (i bogatego) rządu, który przedstawiałby w spójny sposób ich żądania – ciągnie Jacques Bertrand – W gruncie rzeczy indonezyjski rząd wykorzystuje tendencje Papuasów do podziału».

DZIEL I RZĄDŹ

Dla części lokalnej elity, marzącej o poprawie swej społecznej pozycji, zwiększeniu swego bogactwa i prestiżu, stworzenie nowych jednostek terytorialnych to prawdziwa gratka. «Im więcej prowincji i dystryktów [kabupaten], tym więcej posad dla bupatis [przywódców dystryktów] i środków przyznanych przez władze centralne» – mówi australijski specjalista Richard Chauvel z uniwersytetu Victoria w Melbourne. Ta przewrotna polityka wspiera podziały: nowy pęd ku demokracji pozwala wybierać w powszechnych wyborach lokalnych przedstawicieli (prowincji i dystryktów) z każdej z 33 prowincji składających się obecnie na indonezyjski archipelag. «Wybory tworzą dziś w Papui nową sferę współzawodnictwa, nierzadko niebezpiecznego, między papuaskimi działaczami – tłumaczy profesor uniwersytetu Cenderawasih w Jayapurze – Wojsko daje silne wsparcie kandydatowi, który obiecuje poprawę ich codziennej sytuacji. Tak więc mamy też do czynienia z ostrą rywalizacją między frakcjami wojskowymi i/lub policyjnymi».

Ostatecznie powstały tylko dwie z trzech prowincji – Papua i Papua Zachodnia. Jednak ze względu na przyznane przez władze centralne tym dwóm prowincjom transfery podatkowe pozwalające zdobyć 24 tryliony rupii (około 1,7 mld euro) istnieje silny lobbing na rzecz dalszych regionalnych podziałów, a co za tym idzie, mnożenia struktur administracyjnych dających zatrudnienie uprzywilejowanym: autochtonom, którzy po wejściu w życie ustawy o autonomii zastąpili jawajskich migrantów. «Frustracja się przemieściła – zauważa jeden z obserwatorów – ale miejscowa ludność wciąż cierpi z powodu niekompetencji swoich urzędników i powszechnej wśród nich korupcji».

W Dżakarcie zwraca się uwagę, że to terytorialne pokawałkowanie, połączone z istotnymi przepływami pieniędzy, stanowi ważne narzędzie likwidacji gett i demokratyzacji opieki zdrowotnej oraz edukacji w trudnych regionach. «Te działania – sprzeciwia się papuaski bojownik – prowadzą przede wszystkim do tworzenia nadmiernej administracji, posterunków policji i szkół, w których używa się tylko Bahasa Indonesia [oficjalnego języka Indonezji], nauczanego przez migrantów, głównie Jawajczyków».

RZĄD PROWADZI POLITYKĘ JAWAIZACJI

Ci ostatni stanowią, według najbardziej wiarygodnych szacunków, już 48% z 2,4 mln osób żyjących w Papui. Zdaniem większości autochtonów ta «jawaizacja» od dawna była planowana przez rząd. Do pobudek politycznych dochodzi rzeczywistość ekonomiczna, dająca małą nadzieję na ewentualną niepodległość po referendum, jak się stało w Timorze Wschodnim (który w 2002 r. uzyskał całkowitą niepodległość). Papua bogata jest w zasoby naturalne: złoto, miedź, uran, nikiel, oleje, gaz, lasy (jedna czwarta powierzchni zalesionych Indonezji). Ponad połowę z 42 mln hektarów lasów tropikalnych Dżakarta uznała za nadającą się do eksploatacji. Nie wspominając o jakichś 9 mln dodatkowych hektarów przeznaczonych na rozwój upraw, głownie palm olejowych (olejowców). Co oznacza, że produkcja poszukiwanego przez przemysł spożywczy i przemysł biopaliw oleju palmowego, która wyniszczyła już całkiem Sumatrę i Kalimantan (indonezyjska część Borneo) przeniosła się teraz do Papui (w Papui i Malezji odbywa się 85% światowej produkcji). Sinar Mas, największy indonezyjski producent oleju, właśnie zakupił tu prawie 3 mln hektarów.

Spółka górnicza Freeport-McMoRan (z Phoenix) zostawia daleko w tyle największych inwestorów zagranicznych w Indonezji, a stosowane przez nią metody eksploatacji należą do najczęściej krytykowanych. Jej dochody w 2008 r. sięgały 18 mld dolarów; udało się to częściowo w wyniku przegnania papuaskiej ludności, ludu Amungme, zmuszonego zamienić leżące na dużych wysokościach, chłodne okolice Tembagapura na przybrzeżne, malaryczne, bagniste tereny w pobliżu Timiki, bardziej na południu. Te działania, powodujące ludzką, ekologiczną i społeczną katastrofę potępiło nawet British Petroleum (BP) Indonesia, firma, która sama od 2009 r. wysyła z zatoki Bintuni, 500 km stąd, miliony ton płynnego gazu, przeznaczonego głównie dla Chin. Bowiem mieszczą się tu również kolosalne, trzecie co do wielkości w całej Indonezji, pokłady gazu…

Zdecydowana większość Papuasów nie czerpie żadnych korzyści z tych bogactw. Nędza jest tu dwa razy większa niż w reszcie kraju, zaś wskaźnik umieralności niemowląt wyższy 2 do 6 razy – w zależności od regionu. Na AIDS ludzie zapadają tu 40 razy częściej, a choroba rozpowszechnia się tym łatwiej, że armia, dostarczająca prostytutek, nie bardzo przejmuje się ich stanem zdrowia.

DRAPIEŻNA KORPORACJA W MUNDURACH

Wojsko, oddalone zarówno geograficznie, jak finansowo od władzy centralnej (od państwa dostaje zaledwie 30% swojego wynagrodzenia), by wzmocnić swoją pozycję i zwiększyć dochody, nie zważając na skutki w postaci śmiertelnych ofiar i chaosu, para się różnego rodzaju działalnością: stręczycielstwem, hazardem, handlem bronią i alkoholem, nielegalną wycinką lasów, wymuszeniami haraczu (w dziedzinie budownictwa dróg, transportu, bezpieczeństwa…). W kurczącym się polu działania – Timor Zachodni zyskał niepodległość, Moluki i Celebes zostały spacyfikowane, w Aceh skończyła się wojna domowa – konkurencja między wojskowymi jednostkami o najbardziej zyskowne kontrakty w Papui staje się ostra.

Zmuszona do samodzielnego zdobycia dużej części środków armia zachowuje się jak drapieżnik. W latach 1963-1983 wedle oficjalnych danych zabito 150 tys. Papuasów – wciąż powtarza się ta sama liczba, choć od 40 lat następują po sobie kolejne operacje wojskowe. Każdego miesiąca organizacje takie jak Human Rights Watch czy Survival International donoszą o nowych faktach: prześladowaniach, kradzieżach, torturach, zabójstwach, wypędzeniach, niszczeniu domostw i trzody [4]… Widząc tę niekończącą się listę niektórzy mówią o trwającym właśnie ludobójstwie. W 2015 r. w Papui będzie prawdopodobnie więcej przybyszy niż rdzennych mieszkańców.

Jeśli nawet ten demograficzny przewrót nie jest ludobójstwem, to na pewno jest potężnym czynnikiem rozpadu papuaskiej społeczności. Od 2001 r. naliczono już ponad 20 tys. wypędzonych, 13,5 tys. uchodźców żyje na wygnaniu, po drugiej stronie granicy, w Papui-Nowej Gwinei – bratnim, niepodległym kraju.

Czy państwo indonezyjskie ma zamiar zniszczyć lud Papuasów? Mogłoby temu zaprzeczyć w pierwszym rzędzie otwarcie regionu dla międzynarodowej prasy, dla organizacji międzyrządowych, obrońców praw człowieka. Druga rzecz to odnowa wymiaru sprawiedliwości. Lecz póki państwo, czy to z bezsilności, czy z wyrachowania pozostaje w tych sprawach bierne, wniosek sam się nasuwa: indonezyjska demokracja zatrzymuje się na granicach Papui. A strefy bezprawia mają to do siebie, że szybko się rozprzestrzeniają. Stanowi to zagrożenie już nie tylko dla Papuasów, lecz dla całej Indonezji.

Autor: Philippe Pataud Célérier*
Tłumaczenie: Anastazja Dwulit
Źródło: „Le Monde diplomatique” nr 2/2010

PRZYPISY

[1] Zachodnia Nowa Gwinea, zwana teraz Papuą, składa się z dwóch prowincji: Papui Zachodniej, czyli najbardziej na zachód wysuniętej części (półwysep Ptasia Głowa i otaczające ją wyspy, w sumie 9 dystryktów) oraz Papui, czyli terenów pozostających w Irianie Zachodnim (27 dystryktów).

[2] Patrz: Philippe Pataud Célérier, «Les Papous dépossédés de l’Irian Jaya», Le Monde diplomatique, 1996 i Damien Faure, «La guérilla oubliée des Papous», Le Monde diplomatique, 2002.

[3] Jacques Bertrand, Papuan and Indonesian nationalisms: can they be reconciled?, Refugies Studies Centre, Université d’Oxford, 2007.

[4] Human Rights Watch, «What did I do wrong, Papuans in Merauke. Face Abuses by Indonesian Special Forces», lipiec 2009, http://www.hrw.org.

Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii Artykuły. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s